na co dzieńpogadankizdrowie

Co się stanie, gdy będę jeść tylko owoce?

W przedostatnim poście opowiedziałam wam o tym co mi dolega i z czym to się wiąże. Tym razem chcę wam powiedzieć o moim nowym stylu odżywiania. W sumie miałam to zrobić nawet jakbym nie napisała o moim zdrowiu, ale tak się złożyło, że napisałam, więc wszystko się pięknie łączy.

Na temat jedzenia pisałam już kilka postów. M.in. ten, w którym opowiadałam o tym co znajdziecie w sklepach spożywczych w USA oraz co ja jem albo w tym, w którym pisałam o diecie wegańskiej w czasie ciąży (druga część tutaj). Chciałam też wam dawać przepisy na potrawy, które gotowałam i dalej mam w zanadrzu kilka super, w tym na mega dobre ciasto, ale… sposób odżywiania znów mi się zmienił i już owych przepisów nie używam. Poza tym, jak już wielu z was zauważyło, od teraz moje życie to walka o moje własne zdrowie i o to, by nie umrzeć za kilka lat. W tym poście opowiem więc o wielu rzeczach z tą walką związanych. Znajdzie się tu też trochę faktów, bo chcę być pewna, że nie zostawię żadnych niedomówień i mam nadzieję, że nikt nie zrazi się tym „naukowym” tonem, który zobaczycie w paru krótkich fragmentach.

 

„Znalazłem lek na raka”

W czasie mojej ostatniej wizyty w Polsce Nate zadzwonił do mnie i powiedział, cytuję: „znalazłem lek na raka”. Zdziwiłam się pewnie tak samo jak i wy teraz, więc zapytałam o co chodzi. Odpowiedział, że znalazł na YouTube filmiki pewnego mężczyzny o imieniu Loren Lockman, który to ma swoje własne centrum odnowy biologicznej mieszczące się w Costa Rica. Działa już od wielu lat i pomógł tysiąciom ludzi, którzy jeżdżą tam po to, by… pościć. Większość osób nie je nic przez 21 dni (długość postu zależy od dolegliwości jaką mają, jak się czują, z czym chcą sobie poradzić, itp.) i piją jedynie wodę, odpoczywając, śpiąc, czytając czy uprawiając jogę, o ile czują się na siłach, co nie zdarza się jednak zbyt często. Przez ten czas organizm ma szansę na totalne oczyszczenie się ze wszystkich śmieci, które ludzie wrzucali w siebie przez lata. I to nie tylko z rzeczy, które jadło się niedawno, ale też z tych, które siedzą w organizmie od długiego czasu. Na przykład, jedna z kobiet kilka lat przez przyjazdem do tego miejsca brała narkotyki i w czasie postu zauważyła u siebie objawy ich odstawienia, chociaż zrobiła to długo przed, co oznacza tylko tyle, że dopiero wtedy jej ciało pozbywało się tych toksyn. Organizm człowieka jest zdolny do samoregeneracji, dlatego przy skaleczeniu w palec nakładamy tylko plasterek i po kilku dniach nie ma śladu po urazie. To samo jest ze wszystkim innym, co się z nami dzieje, ale problem polega na tym, że im więcej toksyn w siebie wrzucamy (leki, jedzenie, używki, itp.), tym więcej rzeczy nasze ciało musi zwalczać, zużywa więcej energii i w końcu nie jest w stanie poradzić sobie ze wszystkim, przez co mamy później przeróżne choroby, w tym chociażby ataki serca lub nowotwory. Ogólna idea Lorena to życie w zgodzie z własnym ciałem, oczyszczenie się ze wszystkiego co nieodpowiednie i później powolne powracanie do jedzenia, ale tylko roślin, a mówiąc dokładniej – owoców, dodając czasem proste sałatki, czyli np. szpinak, awokado, pomidor. Wszystko świeże, jedzone w naturalnej formie, jeden rodzaj na raz, nieprzetworzone w żaden sposób. I mówiąc „nieprzetworzone” mam na myśli brak jakiegokolwiek miksowania oraz gotowania/smażenia/pieczenia.

 

Problemy z trawieniem to zmora ludzi w dzisiejszych czasach

Mnóstwo, naprawdę mnóstwo ludzi ma przeróżne nietolerancje spożywcze czy też ogólne problemy z trawieniem. Miliony osób po posiłkach ma problemy z gazami, dziwnymi dźwiękami wydostającymi się z brzucha, nudnościami, zgagą, zaparciami, uczuciem zmęczenia, ociężałości, ospałości, bólem i innymi tego typu rzeczami. To wszystko jest niczym innym jak znakami od naszego własnego organizmu, że dostarczamy mu tego, czego on nie chce, nie potrzebuje, czego nie jest w stanie strawić, z czym ma problem. Często ludzie już tych objawów nawet nie widzą, bo występują one tak często, że to już kwestia przyzwyczajenia. Najczęściej kupowanymi lekami na całym świecie są nie te przeciwbólowe czy na przeziębienie, ale tabletki na trawienie. Czyli prosta sprawa – ktoś, kto ma problemy z trawieniem tego co je, woli faszerować się lekami i niszczyć inne organy zamiast znaleźć przyczynę problemu i ją zlikwidować. Leki działają na skutki i niszczą objawy, ale nie leczą przyczyny.

Mówiąc ogólnie, w procesie trawienia ogromną rolę odgrywają enzymy trawienne, które rozkładają pokarm (tłuszcz, białko, itp.) po to, by nasz organizm mógł je wchłonąć i przyswoić. Inne enzymy potrzebne będą do strawienia np. banana, a inne do strawienia szpinaku. Co więcej, organizm człowieka nie jest w stanie w pełni strawić wielu rzeczy jak np. kukurydzy, bo zawiera ona włókna celulozy, do którego trawienia potrzebny jest enzym, którego to człowiek nie posiada. Podobnie jest ze wszelkimi orzechami, dlatego na wielu stronach internetowych piszą, by przed ich użyciem namoczyć je przez min. całą noc. Nie dlatego, że łatwiej jest je zmiksować, ale dlatego, że dzięki namoczeniu ich rozkładamy kwas fitynowy, który dopiero wtedy może być odpowiednio wchłoniony oraz neutralizowujemy enzymy, które w surowej formie orzechów utrudniają trawienie. Organizm człowieka ma również problemy z trawieniem chociażby skrobii, która zawarta jest w np. ziemniakach, marchewce czy niegotowych bananach. Zobaczcie, że nikt nie je surowych ziemniaków! Wszystkie są zawsze gotowane po to, by łatwiej (ale nie łatwo) było je strawić. Polimery glukozy zawarte w skrobii wykorzystywane są przez rośliny jako rodzaj długoterminowego magazynowania energii i nasze enzymy przetwarzają tę skrobię w glukozę (czyli cukier) po to, by wszystko strawić i przyswoić to, co nam potrzebne. Zobaczcie, jak dużo pracy i energii nasz organizm musi w to włożyć! Gdy gotujemy ziemniaki wiązania wodorowe między wspomnianymi polimerami glukozy są łamane, dzięki czemu nasze enzymy trawienne mają dostęp do tego, co są w stanie rozłożyć. Uff, napisałam z pamięci, brawo ja!

Różnica między na przykład ziemniakami a bananami jest taka, że w przypadku bananów należy poczekać kilka dni aż będą dojrzałe, bo w trakcie tego procesu banan sam odwala robotę, którą nasze ciało musiałby odwalać, by strawić ziemniaka… lub właśnie niedojrzałego banana. Dzięki temu gdy jemy tego dobrego, dojrzałego, słodkiego banana (czyli tego, który ma brązowe kropki na skórce), trawimy go szybko i nie mamy żadnych problemów z żołądkiem ani niczym innym, bo dostarczamy swojemu ciału dokładnie tego, czego potrzebuje i co jest w stanie strawić bez problemu.

 

Owoce źródłem dobrego i zdrowego życia

W związku z tym wszystkim po moim powrocie z Polski, czyli około dwa miesiące temu, zaczęłam jeść w bardzo podobny sposób, w jaki je Nathan. On zmienił swoją dietę z dnia na dzień i nagle odstawił wszystko inne i zaczął jeść tylko owoce. Ja zrobiłam to nieco wolniej, bo zwiększyłam ilość zjadanych owoców, ale jednocześnie dokańczałam jedzenie, które mieliśmy w lodówce i zamrażarce, co w sumie szybko poszło. Oglądałam też filmiki, czytałam badania, artykuły i nawet dołączyłam do grup na Facebooku dla fruitarianistów (ludzi żywiących się tylko owocami) po to, by zobaczyć jak oni żyją, jak się czują i by z kilkorgiem z nich porozmawiać. Te wszystkie informacje rzuciły całkowicie nowe światło na moje opinie i przyzwyczajenia, bo wszyscy mówili, że czują się świetnie, są aktywni i wszystkie dolegliwości jakie mieli wcześniej, zwyczajnie przeszły. Nagle gotowane potrawy, ciasta, ciasteczka, pizze, kanapki i tego typu rzeczy zwyczajnie przestały być dla mnie jedzeniem! Idąc do sklepu patrzyłam na to wszystko, co do tej pory tak lubiłam i nic nie wyglądało dobrze, nic nie brzmiało dobrze, wszystko wydawało mi się mega niezdrowe, suche i niedobre. To wszystko było – i dalej jest – tym, czym według mnie ludzie nie powinni żywić swojego organizmu.

Jeśli owoce są dojrzałe to człowiek trawi je bez żadnego problemu i dość szybko. Najszybciej trawione są melony. Owoce są pełne wody, dlatego jedząc je nie ma mowy o odwodnieniu, no chyba że jadłoby się same banany to wtedy mógłby być ten problem, bo one mają w sobie mało wody. Ale rzeczy typu arbuz, mango, nektarynki, czreśnie i wiele innych są jak najbardziej okej pod tym względem. Według livestrong.com dorosłe kobiety powinny mieć pomiędzy 45 a 60% wody w organizmie (mężczyźni między 50 i 65%) przy czym Loren mówi, że to dalej za mało, więc nie wiem komu tu wierzyć. Ja dzisiaj sobie mierzyłam i jeśli wierzyć urządzeniom tego typu to mam 63%, przy czym w czasie mojego poprzedniego stylu odżywiania liczba ta była o wiele niższa mimo tego, że piłam dużo wody. I właśnie, najlepsze jest to, że ja wody w ogóle nie piję, chyba że mam zajęcia to wtedy mam puszkę wody kokosowej. W przeciwnym wypadku nie spożywam żadnych płynów.

Dlaczego brak gotowania? Tutaj odpowiedź jest prosta – przeróżne produkty (ryż, ziemniaki, kasza, makarony i tak dalej) gotowane są po to, by w ogóle nadawały się do jedzenia. Według mnie jeśli nie da się zjeść czegoś w naturalnej formie to znaczy, że w ogóle nie powinno być to spożywane. Przy gotowaniu warzywa i owoce tracą swoje właściwości odżywcze oraz zachodzą w nich przeróżne inne procesy, które niekorzystnie wpływają na zdrowie człowieka.

Owoce zawierają mnóstwo potrzebnych witamin, enzymów, minerałów. Zawierają białko, błonnik, itp. To, czego nie ma jeden owoc, inny będzie miał. I tak, oczywiście owoce nie zawierają tyle białka ile np. spożywane przez niektórych mięśnie krowy, ale ludzie nie potrzebują go aż tyle, ile powszechnie wmawia się wszystkim, więc to dostarczane przez owoce będzie wystarczające. I są ludzie, którzy żyją w taki sposób przez LATA nie mając żadnych, ale to żadnych problemów.

Przy okazji jednego z badań, jakie miałam ostatnio, pielęgniarka zapytała mnie o moje ulubione jedzenie. Gdy powiedziałam jej jak się żywimy to odpowiedziała dokładnie to: „wow, robicie najlepszą rzecz dla swojego organizmu, jaką się da”.

A poza tym wszystkim owoce są po prostu mega dobre :).

 

„A co jecie na przykład na obiad?”

Wcześniej głównie ja byłam osobą, która gotowała obiady. Teraz gotowanie mi odpadło całkowicie co ma dobre i złe strony… ale więcej dobrych. I wszystko wydaje się teraz takie proste i szybkie! Wchodzę do kuchni, łapię kilka bananów, miskę truskawek albo kroję sobie jakiegoś melona i tyle mam tej roboty.

Jako że, jak już wspomniałam, każdy oddzielny produkt wymaga innego enzymu do strawienia go, jemy głównie pojedyncze rodzaje. Tzn. jeśli wezmę sobie banany to moim posiłkiem będą tylko one. Jeśli wezmę czereśnie, to jem tylko czereśnie, i tak dalej. Mam od tego dwa wyjątki. Pierwszym jest sałatka, którą jemy od czasu do czasu. Składa się ona ze szpinaku lub innych ciemno zielonych liści, pomidora, awokado. Swoją drogą, pomidory, ogórki, awokado i kilka innych to też owoce! A sałatkę jemy czasem głównie po to, żeby trochę urozmaicić dietę, a poza tym ciemno zielone liście pełne wody są bardzo zdrowe. Drugi wyjątek ma miejsce, gdy mam mega ochotę na coś innego, na coś składającego się z kilku składników. Wtedy, na przykład, kroję sobie banany i polewam je sosem zrobionym ze zmiksowanych jagód, malin i suszonych daktyli. Pyszka, a ochota na inne rzeczy przechodzi. Drugim przykładem, którego nie praktykujemy już praktycznie w ogóle chociaż wcześniej czasem to jedliśmy, jest „makaron” zrobiony z cukinii z sosem ze zmiksowanych pomidorów, suszonych pomidorów oraz czerwonej papryki. Poniżej pokażę wam zdjęcia naszego jedzonka! I zaznaczam, że to są tylko przykłady, bo jemy też mnóstwo innych rzeczy.

0801161655
Sałatka, o której wspominałam, tylko w tym przypadku dodałam też ogórka. Zawsze jem ogórki ze skórką.
0803161948a
Cukiniowe spaghetti, awokado i sos z pomidorów, suszonych pomidorów i papryki.
0811161924
Inna wariacja sałatki! Nie ma ogórka, a te „roladki” to cienkie plastry cukinii, które w środku mają awokado. Cukinia to też owoc, ale już jej nie jem, bo jakoś nie przepadam za jej surowym smakiem.
0908161954
Mango! Jemy ich mnóstwo.
0913162149
Nasze zakupy z jednego dnia. Nie wiem na ile starcza nam taka ilość jedzenia, jakoś nigdy nie śledzę tego, ale taką ilość bananów zjadłabym w ciągu ok. 2 dni, zazwyczaj jemy po 2-3 awokado na raz, jedna paczka truskawek dla jednej osoby na jeden raz… No, czyli nie starczyło to na długo ;).
0915162157
Przekąska przed pójściem spać – banany z sosem z suszonych daktyli, malin i jagód.
0916161437a
A że sosu wyszło mi sporo to na drugi dzień miałam przekąskę na drogę, gdy jechałam do Atlanty :).
0916161903
Arbuz!
0918162202
To jest zdecydowanie mój ulubiony melon – pomarańczowy honeydew. Czytałam, że to hybryda normalnego honeydew i kantalupy. Baaaardzo polecam! (Sorry, translator tłumaczy mi honeydew jako spadziowy, a jestem 99% pewna, że to nie jest odpowiednie słowo.
0919160536
Przekąski na drogę! Brzoskwinie, maliny i woda kokosowa, która w składzie ma tylko 100% wodę kokosową.

0919161815

0919161815a

 

Strata wagi i inne zmiany

Ja przestałam wierzyć w te wszystkie numerki, które znaleźć możemy w internecie i o których mówią dietetycy. Według mnie każdy jest inny, każdy inaczej się rozwija i tak dalej. Ja od bardzo dawna byłam poniżej mojej „prawidłowej” wagi mimo tego, że dużo jadłam i wcale nie byłam na diecie. A nie byłam chora w żaden sposób, wyniki badań krwi miałam zawsze idealne, nie brakowało mi energii ani nic. Dlaczego więc miałabym na siłę przybierać na wadze? Po to, by wrzucić się w ten worek z dobrym numerem? No trochę mi to nie pasuje, szczerze mówiąc. Gdy odstawiłam inne produkty i zaczęłam jeść głównie owoce to waga zaczęła mi spadać i w pewnym momencie zaczęłam się obawiać, że nigdy się nie zatrzyma. Zatrzymała się jednak niedawno i już nie spada w ogóle, więc coś mi się wydaje, że osiągnęłam swoją optymalną wagę. Schudłam 9kg, a nie wyglądam na chorą ani nic. A co do kalorii to też nie przepadam za tymi wszystkimi kalkulatorami, które mówią ludziom jak powinni żyć. Nie wiem ile kalorii jem, naprawdę nie wiem. Jeśli jednego dnia lecę cały czas na arbuzie to na pewno mam ich mniej niż innego dnia, kiedy zjem trzy awokado, kilka bananów i inne rzeczy. A cały czas czuję się dobrze, mam energię, rozbudowują mi się mięśnie i nic mi nie dolega oprócz zmęczenia powodowanego przez April ;). Bo ja ufam swojemu ciału i jeśli nie czuję potrzeby zjedzenia dwóch kolejnych awokado po to, by dotrzeć to „odpowiedniej” ilości kalorii w ciągu dnia, to ich nie zjem. Jeśli natomiast będę miała ochotę zjeść ich sześć to zjem sześć mimo tego, że według niektórych to zdecydowanie za dużo. (Swoją drogą, awokado to tylko przykład. Zazwyczaj jem 1-2 dziennie, w zależności od ich wielkości.)

A czy zaszły w moim ciele jakiekolwiek zauważalne zmiany oprócz straty wagi? Na pewno to, że moja skóra na całym ciele, łącznie z twarzą, jest gładsza, bardziej napięta i ma taki jakiś… blask. Mam bardzo mocne paznokcie i w ogóle mi się nie łamią,  a wcześniej miewałam z tym problem. Co do włosów to nie wiem, bo po ciąży i przez te wszystkie hormony nie dość, że pod spodem zaczęły mi rosnąć kręcone to w dodatku dalej mi wypadają. W dodatku nie mam żadnych bólów w czasie okresu, a wcześniej za każdym razem mnie bolało. Mam jeszcze wrażenie, że… mam jaśniejsze zęby. Ale to już muszę zapytać Nathana co myśli i się upewnić.

 

Mam straszną ochotę na pizzę i frytki

Pamiętam doskonale, że jak Nathan mi o tym wszystkim opowiadał przez telefon to wręcz wpadłam w panikę. Widziałam go głodzącego się na śmierć, mającego mnóstwo niedoborów, słaniającego się wiecznie. Strasznie bolało mnie też to, że nie będę już gotować mu obiadów, a naprawdę lubiłam to robić i wreszcie stawałam się w tym coraz lepsza. Z tym się już pogodziłam, a jeśli chodzi o całą resztę to zdanie zaczęło mi się zmieniać jak zaczęłam wsiąkać w temat bardziej.

Jeśli chodzi o zachcianki… To jest tak, że ja zazwyczaj zwyczajnie nie mam żadnej potrzeby jedzenia czegoś innego, więc o jakimkolwiek zmuszaniu się do nie jedzenia ich nie ma mowy. To znaczy, czasem mam ochotę, ale to jest na zasadzie, że… Nie wiem, jak to wyjaśnić. Jest ochota na coś, ale w tym samym momencie nie chcę tego jeść, bo wiem, że nie wpłynie to na mnie dobrze i że zrobiękrok do tyłu. To jest chyba po prostu kwestia tego, że jedzenie silnie uzależnia. I ja tu mówię całkowicie serio! Ile jest ludzi, którzy nie mogą, zwyczajnie nie mogą przejść obok takiego McDonald’s nie wchodząc do środka po cheesburgera! I nie tylko McDonald’s uzależnia, ale ogólnie gotowane jedzenie pełne soli też. Dlatego lepiej powoli się przestawiać niż skakać tak jak Nathan. Choć jemu nie sprawiło to problemów, to ja miałam pewne kłopoty i raz na jakiś czas zdarzało mi się zjeść coś innego jak np. kurczaka z soi (raz w jednej restauracji) albo frytki z chic’fil’a (też raz) i później żałowałam, więc drugi raz już po to nie sięgałam. Bo jeśli zacznie się jeść tylko owoce to ciało się oczyszcza, przyzwyczaja się do dobrego i wtedy o wiele łatwiej jest zawuażyć reakcje organizmu na inne rzeczy i właściwie na nie zareagować. Dodam jeszcze, że jakiś czas temu miałam taką mega ochotę na burrito z mojej dawnej ulubionej restauracji, ale wiedziałam, że to nie jest dobry pomysł, bo zawsze po nim miałam wzdęty brzuch. Znalazłam więc w Atlancie restaurację, w której podają tylko surowe jedzenie, głównie wrapy, czyli w sumie tak jakby burrito. A tortille robią z kokosów. Pojechałam tam, kupiłam sobie jedno i byłam mega usatysfakcjonowana, nie mając później problemów z żołądkiem. I tak, czasami nie czuję tego fajnego uczucia, że o, zjadłam, jestem najedzona i jest okej. Zdarza się, że jestem non stop głodna i bierze mnie frustracja. I wtedy właśnie sięgam po te potrawy typu banany z sosem albo cukiniowe spaghetti. Moim celem jest jednak jedzenie posiłków składającyh się z jednego rodzaju owoca i wspomnianych sałatek od czasu do czasu, gdy stwierdzę, że ich potrzebuję. Jeszcze wracając do zachcianek na moment to myślę, że jeśli nasze ciało się czegoś domaga to nie domaga się konkretnej potrawy tylko jakiegoś składnika w niej zawartego. Warto więc słuchać swojego organizmu i jeśli np. mamy ogromną ochotę na brownie to zjeść sobie kilka suszonych daktyli i ochota na bank przejdzie. Zresztą, nawet jeśli ulegnę to nie biję się w pierś, tylko po prostu uczę się na błędach, bo zazwyczaj i tak źle się potem czuję. Na chwilę obecną mogę powiedzieć, że jestem fruitarianką na 95% ;).

Wiecie co najtrudniej mi odstawić? Jakoś z rzeczami typu wegańskie burgery i ogólnie inne potrawy nie miałam większego problemu, tak mega ciężko jest mi odstawić kawę. Odkąd zaszłam w ciążę piłam bezkofeinową i do kofeiny nie wróciłam, ale mimo to nie jest to najłatwiejsza rzecz do zrobienia, powiem wam szczerze. Bardzo już ograniczyłam, więc jestem na dobrej drodze!

 

Gdy do drzwi zapuka śmierć, wszystko się zmienia

Powiem wam wprost, że gdy dowiedziałam się o tej mutacji genu, którą mam, to ogarnęła mnie panika. Pomyślałam sobie, że co teraz, będę dostawać nowotwory do końca mojego życia aż w końcu umrę? Będę faszerować się lekami, przyjmować chemioterapię, stracę włosy, siły, chęć do życia? NIE. Żadna z tych rzeczy nie jest opcją dla mnie. Postanowiłam więc zrobić wszystko co tylko mogę, by być jak najzdrowszą i żyć jak najdłużej. Według mnie taki sposób odżywiania jest własnie tym sposobem, który pozwoli mi cieszyć się zdrowiem przez długi czas. Nawet w sytuacji, gdy mam ten jeden głupi gen, który mi nie działa. A o innych planach opowiem wam w którejś z kolejnych notek!

 

Do następngo,

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram