zdrowie

Detoks z metali ciężkich – dlaczego kolendra NIE jest dobrym pomysłem i co jest?

To, co naturalne, nie zawsze okazuje się najlepsze i najbezpieczniejsze dla organizmu człowieka. W dzisiejszych czasach toksyny dostarczane nam są ze wszystkich stron. Z wody, powietrza, jedzenia, napojów, kosmetyków, pieluch, podpasek, tamponów, farb do ścian, markerów, leków i z wielu innych źródeł. Nie wiem, czy istnieje osoba na świecie, która mogłaby powiedzieć, że żyje w całkowicie czystym środowisku i nie jest otoczona żadnymi toksynami. Nie wiem też, czy na świecie jest osoba, która byłaby całkowicie wolna od metali ciężkich. I o nich właśnie będzie dzisiejszy post. A konkretniej głównie o rtęci i o tym, jak się jej pozbyć oraz czego nie robić.

Ja nie jestem chemikiem. To, o czym tu opowiadam jest wiedzą zdobytą dzięki chemikowi, który poświęcił wiele lat swojej kariery procesowi chelatacji i pomógł tysiącom ludzi poczuć się lepiej i wyjść z bardzo poważnych dolegliwości, nawet neurologicznych. Post ten napisany jest na podstawie jego pracy, jego książki, jak również różnych badań naukowych i artykułów, które czytałam samodzielnie w całości. Poza tym, tekst ten opieram również na doświadczeniach innych ludzi oraz moich własnych (na tym oczyszczaniu, o którym wam tu napiszę, jestem już od roku). Nic, co zawarte w tym poście nie ma na celu diagnozy ani leczenia żadnej choroby lub dolegliwości. W przypadku wątpliwości i konieczności skontaktuj się z odpowiednim specjalistą.

Muszę zacząć od tego, że piszę ten post z pełną świadomością tego, że idę naprzeciw wielu innym witarianom i frutarianom (i nie tylko), którzy polecają kolendrę i chlorellę. Moim celem nie jest prowokowanie nikogo, nie robię tego specjalnie, by kogokolwiek wkurzyć w żaden sposób lub by komukolwiek zaszkodzić. Jedynym celem, jaki mam jest to, by pokazać wam wszystkim coś, czego być może nie wiecie, a co jest niesamowicie ważne, by zapobiec poważnym problemom, które mogą się pojawić, jeśli zrobi się coś niewłaściwego. Post ten zaczęłam pisać mieszkając jeszcze w USA (6 miesięcy temu!), ale do tej pory nie dodałam, bo chciałam się upewnić, że robię to, co najlepsze. I tak, jestem tego pewna. Szczególnie, że jest wiele osób, które bardzo sobie kolendrą zaszkodziły. A raczej kolendrą w połączeniu z rtęcią. Jeśli jesteście ciekawi to bardzo was proszę o to, byście przeczytali ten post w całości i dopiero później podjęli decyzję co do waszych dalszych działań. Nie proszę was o to, byście kierowali się od razu tym, co mówię, a jedynie o to, byście poszerzyli swoją wiedzę na ten temat, bo być może zmieni ona waszą decyzję. Być może nie. Ale nigdy nie wiadomo. OK, to do dzieła!

Czym są metale ciężkie?

Metale ciężkie są ogólnie definiowane jako metale o stosunkowo wysokich gęstościach, masach atomowych lub liczbach atomowych. Najpopularniejszymi metalami ciężkimi są ołów, nikiel, chrom, kadm, arsen, rtęć, cynk i miedź. Chociaż wyżej wymienione metale ciężkie można znaleźć w śladowych ilościach, nadal powodują one mniejsze lub znacznie bardziej poważne problemy zdrowotne u ludzi i innych ssaków.

Jakie są źródła metali ciężkich?

Ci z nas, którzy mieli szczepienia, zatruci są bardziej niż ci, którzy ich nie mieli, a już szczególnie dzieci, które w dzisiejszych czasach szczepień otrzymują znacznie więcej. Źródeł ekspozycji metali ciężkich jest o wiele więcej i wliczają się w nie np. woda pitna (nawet w wodach butelkowanych, które reklamowane są jako czyste, znajdują się dodawane metale ciężkie – niedawno pojawiło się sporo artykułów na ten temat), biały i brązowy ryż, wszystkie ryby, farby do malowania ścian, w których kiedyś znajdował się ołów, kosmetyki, termometry z rtęcią, benzyna do aut (a jak się rozlewa to wszystko później dostaje się do powietrza przez lata, więc nawet, jeśli w danym kraju benzyna tego typu jest już niedostępna – a nie we wszystkich tak jest – to opary dalej się unoszą), fabryki emitujące metale ciężkie do powietrza czy też wylewające je do wód. Wspomniana rtęć znajduje się we wszystkich srebrnych plombach w zębach (i uwalnia się do organizmu każdego dnia), była też często używana jako konserwant do podłóg w siłowniach lub boiskach szkolnych, kiedyś znajdowała się też w lekach jak np. krople do oczu i innych, znajdowana jest w warsztatach samochodowych lub nawet jeśli ktoś wylał rtęć gdzieś w okolicy lub w mieszkaniu, które kupiliście wiele lat temu to dalej się to roznosi do powietrza, dalej to wdychacie. Nawet po 30 latach. A jeśli mieszkacie w południowej Polsce, szczególnie w okolicach Krakowa, to możecie być pewni, że macie zatrucie metalem o nazwie tal. Dużym problemem może też być nawet suplementowanie żelaza, który w dużych ilościach również jest niebezpieczny (więcej o tym niżej, wspominałam też o tym w tym poście na temat suplementów). Wszystkie fotele samochodowe, pościel i ogromna ilość ciuchów dla dzieci traktowana jest substancjami, które mają zapobiec zapaleniom w przypadku pożaru i substancje te są źródłem zatrucia innym metalem ciężkim o nazwie antymon, który ma silne działanie rakotwórcze i nie tylko.

Innymi źródłami, które są dość popularne wśród surowych wegan, mogą być takie produkty jak herbatki z grzybów i sproszkowane grzyby, przeróżne glony (kelp, dulse i inne), różne proszki proteinowe, spirulina, itp. W przypadku tych produktów bardzo istotne jest to, by dowiedzieć się i upewnić, że są one testowane na obecność metali ciężkich.

Każdy z nas ma pewną ilość metali i takie jak np. wspomniane przed chwilą żelazo, są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Są niezbędne w odpowiedniej ilości i z odpowiedniego źródła. W momencie suplementacji żelazem możemy przyrządzić sobie więcej szkód niż pożytku, bo dostaje się on do mózgu i, mówiąc wprost, rdzewieje w nim. Więcej mówiłam o tym w poście na temat suplementów. Podobnie jest w produktach dla dzieci, które mają dodane żelazo, czyli większość z nich, dodatkowo mają również inne metale ciężkie i przeciwko wielu producentom prowadzone są już sprawy sądowe z tego powodu ([1], [2], [3], [4], [5], [6], [7], [8], [9]). Dodawane jest ono tam w postaci małych kawałeczków żelaza. Na początku są niewidoczne, ale wystarczy użyć magnez, by je zobaczyć! Jest to bardzo szkodliwe, dlatego najlepsze jedzenie, jakie można dać dziecku to takie rosnące za oknem, jeśli to możliwe, a jeśli nie to jak najmniej przetworzone, jeżeli gotujecie to domowej roboty, a jeśli kupione to BEZ dodawanego żelaza. 

Niektórzy są bardziej wrażliwi na zatrucie metalami, a inni mniej. Oznacza to, że w jednym przypadku ta sama ilość metali da symptomy bardzo szybko, a w innym zaczną się one pojawiać 10 lat później. Czasami są to napady padaczki, a innym razem „zwykły” trądzik, którego nikt z metalami nie powiąże, a po oczyszczaniu „magicznie” znika i nigdy więcej się nie pojawia. Dlatego argument mówiący, że „ja to jadłam/piłam/przyjmowałam i nic mi nie jest” nie jest dobrym argumentem. U jednych symptomem będą objawy problemów neurologicznych jak np. brak gaworzenia i reakcji na swoje imię u dzieci, trudności z utrzymaniem równowagi czy też skupienia, opóźniony rozwój mowy i inne, a u innych trądzik i inne wysypki, chroniczne zmęczenie, migreny, agresja czy też wieczny niepokój lub depresja.

Zanim zaczniesz się oczyszczać

Po pierwsze, musicie zdać sobie sprawę z tego, że proces oczyszczania z metali, szczególnie rtęci, może trwać długie miesiące lub nawet lata. Parę miesięcy nie wystarczy. Tutaj oczywiście zależy też, jaki jest poziom zatrucia. By to określić mniej więcej, bo dokładnie się nie da, polecam przesłać próbkę włosów do badania korzystając z Doctor’s Data. Jest to test na przewlekłe zatrucie rtęcią i wyniki należy analizować według reguł zliczania Cutlera (więcej o nim później w tym poście). Pamiętajcie, że badanie moczu nie jest tu najlepszym pomysłem, bo to, co znajdziecie w moczu jest tym, co już z waszego organizmu wychodzi, a nie tym, co siedzi w waszych komórkach, w których utknęło na dobre.

Jakiekolwiek oczyszczanie z metali ciężkich bez uprzedniego wyeliminowania ekspozycji do tychże metali jest nie tylko bezproduktywne, ale może też być bardzo niebezpieczne. Dlatego zanim się do czegokolwiek konkretnego zabierzecie to pamiętajcie, by całkowicie usunąć wszelkie ich źródła z waszego życia i poważnie rozważyć usunięcie również tych, o których nie macie pewności. Przezorny zawsze ubezpieczony. Niesamowicie ważne jest również to, by usunąć srebrne plomby z zębów, gdyż, jak już wiecie, zawierają one rtęć. NIGDY nie oczyszczajcie się z metali ciężkich bez uprzedniego usunięcia rtęci z waszej buzi! Jeśli już zdecydujecie się usunąć plomby to koniecznie w miejscu, w którym dentysta ma certyfikat SMART i wie, jak to wszystko wygląda, oraz który w całym gabinecie nie używa niczego z rtęcią. Usuwanie tych plomb przez regularnego dentystę, który nie przestrzega zasad może być BARDZO niebezpieczne! W czasie takiego usuwania w bezpieczny sposób wasze ciało jest całkowicie zasłonięte, a jedyną widoczną częścią jest ząb, nad którym dentysta pracuje (nie widać nawet waszego gardła, również jest zasłonięte). Dentysta i asystent mają ochronne ciuchy – zasłonięte jest całe ciało, a w pokoju jest specjalna pompa, która oczyszcza powietrze, łapiąc wszelkie cząsteczki uwalniające się z zębów. Ja miałam też nałożony krem ochronny na dłonie, które i tak miałam schowane pod prześcieradło, a w niektórych miejscach używają rękawiczek. Po usunięciu plomb należy od razu zacząć brać środki wiążące (np. węgiel aktywny), które pomogą pozbyć się jak najwięcej z tego, co ewentualnie mogło być wypuszczone do organizmu, warto też rozważyć dożylne wysokie dawki witaminy C i lewatywy lub nawet hydrokolonoterapię (poczytajcie o przeciwwskazaniach co do hydrokolonoterapii), by nie tylko organizm oczyścić na bieżąco, ale też wspierać go w przypadku pojawienia się objawów zatrucia.

Jedynym bezpiecznym sposobem oczyszczania z metali w momencie, gdy dalej mamy plomby z rtęcią to sauna, najlepiej sauna na podczerwień.

Także, raz jeszcze, absolutnie nie zaczynajcie jakiegokolwiek oczyszczania z metali ciężkich bez ówczesnego usunięcia ekspozycji do owych metali (szczególnie plomb z zębów) oraz bez odpowiedniej wiedzy na ten temat, bo możecie zrobić sobie ogromną krzywdę.

Zanim zaczniecie oczyszczać się sposobem, o jakim wam w tym tekście opowiem, przeczytajcie dokładnie książkę na ten temat (szczególnie rozdziały dotyczące dawkowania), którą zdobyć możecie tutaj, a jeśli nie znacie angielskiego, to zajrzyjcie do polskiej grupy na Facebooku i skonsultujcie się z kimś, kto ma odpowiednią wiedzę i może wam pomóc zrozumieć cały proces. Nie róbcie nic na własną rękę myśląc, że po prostu chcecie spróbować! Zatrucie rtęcią to zbyt poważna sprawa, by samodzielnie bawić się w oczyszczanie. Jeśli macie problem z zakupem tej książki to rozważcie złożenie się z innymi, np. przyjaciółmi lub grupą ludzi zainteresowanych, by wyszło taniej. Bardzo ważne jest to, byście wiedzieli, co robicie!

Redystrybucja

To słowo jest odpowiedzią na pytanie „dlaczego?”, które możliwe, że zadaliście już kilka razy w tym poście. Chodzi o to, że wiele osób, które zaczynają jakiś detoks metali ciężkich, dostaje bóle głowy, czasem drżą ręce, czasem mają zawroty głowy, osłabienie, problemy ze skupieniem, rozregulowuje się okres, są bardzo zmęczeni, mają problemy ze wzrokiem, itp., a czasami pojawiają się naprawdę bardzo poważne problemy. Wszystko to wrzucają do worka „objawy detoksu”, ale niestety w przypadku osób, które odbywają detoks dalej mając ekspozycję do metali, są to najpewniej znaki redystrybucji, a tego musimy unikać za wszelką cenę lub zminimalizować ją do minimum. Substancja, którą przyjmujecie w celu oczyszczenia łapie metale i jeśli jest niewystarczająco silna, to będzie je wypuszczać po drodze, gubiąc wszystkie, zanim uda jej się wydostać z organizmu. To jest właśnie redystrybucja metali – gdy dana substancja łapie metale z jakiegoś miejsca w organizmie, powiedzmy z tkanki płucnej, a potem niesie je ze sobą i, nie będąc w stanie tych metali wyprowadzić z organizmu, wypuszcza po drodze w innym miejscu, np. w nerce, która powiedzmy do tej pory była czysta od metali. W tego typu sytuacji metale dostać się mogą do bardziej wrażliwych tkanek i organów, nawet do mózgu i innych części układu nerwowego i wtedy o wiele ciężej jest je usunąć powodując też o wiele gorsze symptomy. Rtęć w mięśniach, kościach, więzadłach, skórze i tłuszczu może nie powodować widocznych na pierwszy rzut oka problemów (choć i w nich nie jest absolutnie potrzebna). To rtęć w mózgu, wątrobie, tarczycy, nadnerczach i komórkach układu odpornościowego i nerwowego rani człowieka najbardziej. Redystrybucja do tkanek, które są bardziej wrażliwe powoduje właśnie tego typu reakcje, które ludzie najczęściej nazywają dobrymi objawami detoksu. Uważajcie, bo możecie sobie bardzo zaszkodzić nie odróżniając tych dwóch rzeczy. Na YouTube znajdują się filmy, a na forach i Facebooku posty od ludzi dzielących się informacjami na temat tego, jak bardzo pogorszyli swój stan przechodząc „oczyszczanie”, które nie było odpowiednie.

A jeszcze większym problemem jest to, gdy dalej macie metale w organizmie i dalej je sobie dostarczacie (np. z plomb lub jedząc ryby), robiąc jednocześnie oczyszczanie. Redystrybucja w takiej sytuacji jest murowana, cała robota idzie na marne, a wy możecie mieć poważne problemy zdrowotne.

Skąd wiem, że mam metale ciężkie w organizmie?

Smutna prawda jest taka, że nawet ja mogę wam tu powiedzieć, że wszyscy macie jakiś poziom metali ciężkich w organizmie. Nawet, jeśli nie macie plomb ani nie byliście szczepieni, prawdopodobieństwo dalej jest wysokie. Warto tu pamiętać, że bobasy będące w łonie mamy dostają od niej nie tylko potrzebne składniki odżywcze, ale też, niestety, toksyny. W tym metale ciężkie. Ciężko przed nimi uciec. 

Skupmy się tu na rtęci, bo ona jest najczęstszym i najpoważniejszym problemem. Symptomy zatrucia rtęcią wyglądać będą jak „normalne” sprawy, z którymi problemy ma tak wiele osób. Na przykład, drażliwość, trądzik i inne problemy skórne, nieśmiałość, drżenie rąk, problemy z nadnerczami, problemy ze słuchem lub wzrokiem, problemy z pamięcią, problemy z nauką, ADHD, zmęczenie, osłabienie, bezsenność, zawroty głowy, bóle w ciele „bez powodu”, bardzo obfite miesiączki, bóle głowy i wiele więcej. Wszystko w różnym nasileniu w zależności od poziomu zatrucia i ogólnego stanu organizmu. Mnóstwo jest też przypadków błędnych diagnoz i zatrucie rtęcią diagnozowane jest jako różne choroby, jak np. przeróżne alergie (w tym alergie pokarmowe), nieżyt żołądka, Alzheimer’s, bezpłodność, zespół jelita drażliwego, astma, lęki, depresja, przeróżne choroby autoimmunologiczne, autyzm, zaburzenie afektywne dwubiegunowe, bulimia i anoreksja (pamiętajcie, że obie te choroby są chorobami na podłożu psychicznym), stwardnienie rozsiane, ataki paniki, Parkinson, choroba Crohna, zaburzenia endokrynologiczne, reumatoidalne zapalenie stawów, schizofrenia, przerost grzybów i wiele, wiele więcej. Skąd błędne diagnozy? Bo lekarze nie są szkoleni do diagnozowania zatrucia metalami. Mają natomiast książkę z listą symptomów i nazwą „choroby” je określającą. Zaznaczam, że nie jest tak, że rtęć musi być powodem wszystkich tych chorób i dolegliwości, bo aspektów jest więcej, ale bardzo często jest albo głównym winowajcą, albo po prostu wpływa na rozwój danej rzeczy przez osłabianie organizmu, który próbuje z zatruciem walczyć.

Natura zawsze najlepsza? Dlaczego kolendra nie jest dobrym pomysłem?

Najpierw powiedzmy sobie czym jest chelatacja, bo przyda wam się ta wiedza w tej części postu. Chelatacja to proces wiązania się z metalami w organizmie na tak długo, że zostaną one usunięte z ciała. Bezpieczny chelator to taki, który ma dwie grupy tiolowe, bo dzięki temu i tylko wtedy będzie miał on wystarczająco siły, by wiązać się z rtęcią tak, żeby przenieść ją po całym ciele i wydalić z organizmu. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na ten temat to zajrzyjcie do książki, o której wspomniałam, lub porozmawiajcie z chemikiem, który w tym procesie się specjalizuje.

Niektórzy zastanawiać się mogą o co chodziło z pierwszym zdaniem w tym poście. Jak to natura nie zawsze jest najlepsza? Wielu z was na pewno wie, że jest kilka dość popularnych sposobów na detoks z metali ciężkich. Jednym z nich jest spożywanie kolendry w większych ilościach niż normalnie – w koktajlach, sokach, niektórzy w każdym posiłku. Mówi się, że kolendra oczyszcza organizm z metali, ale czy tak jest naprawdę?

Nie do końca.

Sama jeszcze dwa lata temu temu byłam o tym przekonana i teraz chylę się przed wami i bardzo przepraszam za wprowadzenie was w błąd w tak istotnej sprawie. Mam nadzieję, że nikt na tym nie ucierpiał. Jak w temacie diety wszystko dalej jest tak, jak mówiłam do tej pory (w końcu owoce to naturalne pożywienie dla człowieka, dieta przeznaczona konkretnie dla naszego gatunku tak, jak bambus jest naturalną dietą dla pand, a inne zwierzęta dla lwów), tak w przypadku pewnych konkretnych roślin jak kolendra, która sama w sobie szkodliwa nie jest, ale w połączeniu z tak bardzo nienaturalnymi i szkodliwymi substancjami dla organizmu człowieka jak rtęć, sprawy wyglądają trochę inaczej. Okazuje się bowiem, że kolendra przyczynia się do redystrybucji, a potem, jak już wiecie, do pojawienia się objawów zatrucia metalami, które to wiele osób odbiera jako symptomy oczyszczania. Dlaczego tak się dzieje? Już wam tłumaczę.

Tak liście, jak i łodygi kolendry znane są wśród osób przechodzących ten konkretny detoks z metali, o którym wam tu napiszę, jako roślina dość niebezpieczna, która niestety pogorszyła stan wielu osób (wygląda na to, że nasiona nie mają takiego działania, choć tutaj nie ma wystarczających dowodów). Niektórzy doświadczyli poważnych skutków ubocznych redystrybucji (m.in. problemy na podłożu neurologicznym). W związku z tym okazuje się, że kolendra jest naturalnym środkiem chelatującym, który może przekroczyć barierę krew/mózg. Zbiera ona rtęć, po czym przenosi ją do mózgu i tam ją wypuszcza, bo jej budowa chemiczna nie pozwala jej na silne wiązanie z metalami. Raz jeszcze, wiązanie jest na tyle słabe, że kolendra gubi rtęć po drodze, nie wynosi jej z organizmu, przez co pojawiają się symptomy redystrybucji, które wiele osób myli z symptomami oczyszczania! Można by uniknąć tego problemu, gdyby uwzględnić okres półtrwania kolendry, natomiast okres ten nie jest nikomu znany, nikt też nie wie dokładnie, skąd kolendra posiada takie właściwości. Nie istnieją też standaryzowane ekstrakty, więc niemożliwe jest użycie jej poprawnie.

Podobny problem jest z chlorellą. Ma ona zdolność mobilizowania rtęci w organizmie człowieka, ale nie usuwa jej z organizmu. Znów mamy tu do czynienia z redystrybucją, bo ta poruszona rtęć zaczyna się przemieszczać po ciele, dostaje się do innych komórek i powoduje kolejne uszkodzenia. To spowodowane jest tym, że chlorella ma tylko jedną grupę tiolową, więc nie ma wystarczająco mocy, by przenieść rtęć przez cały organizm i ją wydalić. Tutaj też niestety jest wiele osób, które doświadczyło bardzo negatywnych efektów na własnej skórze. Warto też zauważyć, że chlorella to glon, a glony, jak już wspomniałam, mogą zawierać metale ciężkie. Ciekawą sprawą tutaj jest to, że chlorella dosłownie pożera metale ciężkie ze środowiska, bardzo w nią wsiąkają. Sęk w tym, że jej naturalne środowisko różni się od organizmu człowieka. Organizm człowieka bowiem ma wiele tioli i chlorella nie reaguje na nie w ten sam sposób, nie absorbuje metali w żywym organizmie człowieka tak, jak w swoim naturalnym środowisku.

Niektórzy z was zastanawiać się teraz mogą czy w takim razie nie można by użyć dwóch tych rzeczy – chlorelli i kolendry – na raz. Skoro każda z nich działa jakby w połowie, to może połączenie ich sprawi, że dodanie jednej połowy do drugiej stworzy jedną całość? Cóż, tutaj musimy wrócić do tego, że nie istnieją żadne standardy, żadne badania konkretnie w tym temacie, nikt nie wie, jak to wszystko dokładnie działa i łączenie tych dwóch produktów może wyrządzić więcej szkód, niż pożytku, w najlepszym przypadku nie dając żadnych skutków tzw. oczyszczania (a raczej skutków ubocznych), a w najgorszym powodować poważne problemy ze zdrowiem. Zdaję sobie sprawę z tego, że w książce „Medical Medium” autor mówi o kolendrze jako świetnym sposobie na oczyszczanie z metali. Warto tutaj jednak pamiętać, że on twierdzi, że informacje, którymi się dzieli, pochodzą od „ducha” (and. spirit), który mu je podpowiada, nie z żadnych konkretnych źródeł. Tutaj opieramy się więc na wierze lub jej braku i to od was zależy czy uwierzycie, czy nie. Nie zrozumcie mnie źle, jego książki zawierają wiele super informacji! Natomiast jeśli chodzi o coś tak ważnego i niebezpiecznego jak rtęć i inne metale ciężkie, to przydałyby się jakieś konkretne źródła, konkretne dowody.

Klikając tutaj przeczytać możecie historie ludzi, którzy doświadczyli skutków ubocznych i pogorszenia ich stanu przy użyciu kolendry. Wkleję wam tu tłumaczenia dwóch historii dla tych, którzy nie mówią po angielsku (choć szczerze wam polecam używać translate.google.com, bo w dzisiejszych czasach działa naprawdę fajnie).

„Niedawno przypadkowo dostałem kolendrę do jedzenia w restauracji, która obiecała mi, że usuwają ją z przepisu i prawie poszedłem do szpitala i myślałem, że umieram. Jeszcze jedna rzecz, którą ludzie uważają za chelatację, nie wiedząc, jakie szkody może wyrządzić. Nie wiedziałem, że to kolendra i dopiero około dwa dni później, kiedy zamówiłem to samo i wyszło zupełnie inaczej, a oni wyjaśnili mi, że cały zielony sos ma kolendrę. Kuchnia spieprzyła dwie noce wcześniej, mimo moich stanowczych próśb, by NIE umieszczać jej w sosie. Objawy po kolendrze zaczęły się jako trochę więcej energii, ale potem szybko zmieniły się w szybkie bicie serca, niepokój, zawroty głowy i strach, że coś jest nie tak z moim sercem. Prawie poszedłem do szpitala. Chociaż zdaję sobie sprawę, że to nie zdarza się każdemu, słyszałem wystarczająco dużo historii od innych o podobnych reakcjach, że wiem, iż nie jest to bezpieczna opcja i martwię się o ludzi, którzy ją przyjmą lub posłuchają inncyh niebezpiecznych rad nie wiedząc, co może się stać.”

„Nigdy, przenigdy nie używaj kolendry. To pochodzi od kogoś, kto brał to przez kilka dni i miał w rezultacie psychozę i ekstremalne objawy neurologiczne, które szczerze mówiąc powodowały, że miałem ochotę popełnić samobójstwo. Teraz powoli czuję się lepiej z odpowiednią chelatacją. Nie wspominając już o fakcie, że prawdopodobnie wepchnąłem tonę rtęci do mojego centralnego układu nerwowego i mózgu i dodałem dużo dodatkowego czasu na chelatację, aby poczuć się lepiej. Nie byłem aż tak chory, miałem problemy z pamięcią i prawidłowym myśleniem, a teraz mogę podać listę 50+ objawów. Nie wiemy, jak to działa ani jaki jest okres półtrwania, więc to trochę tak, jak jak podawanie ALA według losowego harmonogramu, co byłoby niebezpieczne.”

W internecie na temat kolendry

W internecie znajdują się oczywiście artykuły mówiące o używaniu kolendry w celu oczyszczenia z metali ciężkich. Chciałabym przyjrzeć się tutaj kilku z nich.

Nie jest na szczęście tak, że w internecie znaleźć można artykuły tylko za kolendrą. Wręcz przeciwnie. Jest ich też trochę przeciw i pojawia się ich teraz więcej. Na przykład, w tym artykule przeczytać możemy dokładnie to, co napisałam wcześniej, czyli, cytuję: „Zdaję sobie sprawę, że idę naprzeciw każdej radzie, jaką znajdziesz w Google”. Okazuje się jednak, że nie każdej, bo i ja podzielam to zdanie i nie jestem jedyną osobą. W artykule czytamy też: „Jest kilka rzeczy, które mogą być niezrozumiałe, a mianowicie, nie znamy okresu półtrwania kolendry. Zwykle nie jest stosowana jako niska dawka i częsty środek chelatujący, a metoda, w której kolendra chelatuje rtęć, jest nieznana. Wiadomo, że kolendra przenika przez barierę krew / mózg. To zła wiadomość, jeśli wiesz, że jesteś zatruty rtęcią. Z powodu nieznanego okresu półtrwania wiemy, że zbiera ona rtęć, przenosi ją do mózgu i upuszcza tam, gdy wygasa w organizmie, w wyniku czego nasilają się objawy zatrucia.”

Inny artykuł mówi, cytuję, „Ponieważ kolendra mobilizuje więcej toksyn niż może wynieść z organizmu, może zalać tkankę łączną (w której znajdują się nerwy) metalami, które wcześniej były przechowywane w bezpieczniejszych kryjówkach.” W artykule tym polecają łączyć kolendrę z chlorellą, jednak w tym przypadku pominięte są problemy z chlorellą, o których wam w tym poście piszę.

Cilantro can remove most heavy metals from your body in less than 2 months!” (pol. „Kolendra może usunąć większość metali ciężkich z twojego ciała w mniej niż 2 miesiące!”) – po pierwsze, mówienie, że kolendra usunie „większość metali ciężkich w mniej niż 2 miesiące” może być bardzo niebezpieczne i niesamowicie mylące dla innych. Zatrucie metalami ciężkimi to bardzo poważna sprawa i nie ma takiej możliwości, by usunąć większość z nich w tak krótkim czasie, chyba że faktycznie ich ilość jest bardzo niska. Jeżeli jakiś metal, np. rtęć, wejdzie od tkanek wrażliwych, np. mózg, to mamy ogromny problem. Artykuł ten wspomina o tym, że kolendra ma właściwości chelatujące, ale nie mówi nic o tym, jakie to są właściwości, na jakiej zasadzie to działa, ani nic z tych rzeczy. W artykule przeczytać możemy krótką definicję tego, czym jest chelatacja, ale nikt nie wspomniał o tym, że kolendra nie ma wystarczającej mocy, by połączyć się z metalami na wystarczająco długo. Piszą, by przyjmować ją 3 razy dziennie przez max 3 miesiące, co nie jest potwierdzone żadnymi badaniami. Trzy miesiące to zdecydowanie za krótko, by usunąć metale ciężkie z organizmu, ale jednocześnie może być wystarczająco, by przyjmując kolendrę 3 razy dziennie nie dostać jeszcze poważnych efektów ubocznych redystrybucji, o czym też piszę w tym poście. Dawka „3 razy dziennie do 3 miesięcy” również wymyślona jest znikąd. Jeżeli ruszymy rtęć biorąc środek chelatujący 3 razy dziennie i nie będziemy tego kontynuować w nocy (przy czym w tym przypadku nie znamy konkretnych właściwości, więc niemożliwe jest określenie konkretnej bezpiecznej dawki), to jedynie roznosimy ją po organizmie, nie usuwając jej na zewnątrz. Artykuł bardzo nierzetelny, nie podaje żadnych źródeł, a jedynie sklejki z innych artykułów.

Dosing with Chlorella/Cilantro for Neurotoxin Elimination” (pol. „Dozowanie chlorelli / kolendry w celu eliminacji neurotoksyn” – artykuł ten mówi o „bowel detox of neurotoxins”, czyli detoksykacji jelit z neurotoksyn. Na wstępie jest stwierdzenie, że chlorella jest świetnym chelatorem, ale nie ma żadnego źródła tej informacji ani żadnego wyjaśnienia, w jaki sposób chlorella ta działa. W artykule tym czytamy też, że konkretna wspomniana w nim dawka chlorelli wiązać się będzie z metalami znajdującymi się już w jelitach, by wydalić je na zewnątrz, co faktycznie może być możliwe, skoro metale te są już na wyjściu. Warto tutaj zaznaczyć, że przy okazji chlorella ta złapie też rtęć z innych miejsc w organizmie i upuści ją po drodze, zostawiając ją często we wrażliwych tkankach, o których wspominam w tym poście nie raz. Artykuł ten traktuje najbardziej o tym, jak poradzić sobie z metalami, które spożywamy w danym momencie, czyli np. by jeść kolendrę przed posiłkiem, w którym będziemy jeść rybę, bo ryby mają w sobie rtęć. „Najważniejszą strategią jest przyjmowanie chlorelli, to jak i kiedy jest drugorzędne. Uczyń życie tak prostym, jak to tylko możliwe” – BARDZO szkodliwa rada! Pamiętajcie, że jeśli nie wiemy, jak konkretnie działa dany środek to nie możemy z pewnością powiedzieć, jaka dawka jest bezpieczna, a mówienie, że kiedy i ile nie ma znaczenia za bardzo może przyrządzić ludziom ogrom szkód. W tym artykule polecane jest również EDTA czy też przyjęcie glutationu – obie te rzeczy również mogą być bardzo szkodliwe i o obu w tym poście piszę. Kolejny cytat z artykułu – „Kolendra mobilizuje rtęć i inne neurotoksyny z błon komórkowych, ale nie chelatuje (ani nie wyciąga ich dobrze). Dlatego ważną strategią detoksykacji jest posiadanie chlorelli na pokładzie w momencie mobilizacji (przyjmowanie kolendry), aby skuteczniej chelatować metale.” – tutaj napisane jest to, co ja mówię, że kolendra „nie wyciąga dobrze” rtęci i neurotoksyn z błon komórkowych. Dopisali, by łączyć ją z chlorellą, ale, znów, nie ma ku temu żadnych podstaw. Ogromnym błędem jest radzenie innym, że można zacząć chelatację czymkolwiek mając wypełnienia z rtęcią w zębach, gdyż mimo tego, że chlorella nie wyciągnie rtęci z plomb, to rtęć ta z plomb wyparowuje z zębów w każdą sekundę życia, co oznacza, że chlorella ta może tę rtęć złapać „w biegu” i roznieść ją po organizmie. Co więcej, nie ma w artykule ani słowa o tym, że chlorella sama w sobie może zawierać rtęć.

W tym artykule czytamy, że, cytuję, „Uwagę zwracają również inne naturalne polimery jako potencjalne absorbenty metali ciężkich, takie jak alginian polisacharydów alg i chlorella” – powtarzam – „potencjalne absorbenty”. Potencjalne, czyli możliwe, ale niepewne, to w przypadku chlorelli. Jeśli chodzi o kolendrę to czytamy, cytuję, „Cilantro (liście Coriandrum sativum), popularne zioło kulinarne i lecznicze, zwróciło uwagę, gdy zgłoszono, że zupa zwiększa wydalanie rtęci po usunięciu amalgamatu dentystycznego i pozostaje popularna pomimo ograniczonych dowodów” – pamiętajmy, że tutaj mówi się o zwiększonym wydalaniu rtęci po usunięciu plomb z rtęcią (po tym zabiegu rusza się rtęcią o organizmie tak czy siak), a NIE o wyciąganiu rtęci z innych części ciała czy też z komórek wrażliwych. Wspominałam już w moim poście o tym, że nie można badać moczu na ilość metali ciężkich po to, by zdeterminować czy się ich pozbywamy, czy też nie, bo to nie daje nam odpowiedniego obrazu. Dlaczego? Dlatego, że rtęć dalej w nas siedzi, tylko głębiej. Swoją drogą, dopisano również w powyższym artykule, że dowody na działanie kolendry są, cytuję, „bardzo ograniczone”.
Czytamy też, że „w niedawnym badaniu z udziałem dzieci w wieku od 3 do 7 lat narażonych na działanie ołowiu wyciąg z kolendry był tak samo skuteczny jak placebo w zwiększaniu wydalania przez nerki” – czyli że przyjmowanie kolendry było tak samo „skuteczne”, jak wiara w to, że się ją przyjmowało (potwierdzeniem było badanie moczu, pisałam o nim przed chwilą). Plecebo, czyli np. zastrzyk z soli fizjologicznej zamiast leku (swoją drogą, placebo, czyli fałszywe leki, osiągają spory sukces bardzo często, co oznacza nie mniej nie więcej jak to, że nasz umysł i wiara w wyleczenie odgrywają ogromną rolę w samym wyleczeniu).
W tym artykule z kolei znajduje się prosta do ogarnięcia tabelka pokazująca to, jak efektywne lub nieefektywne były procesy oczyszczania z użyciem wielu różnych naturalnych chelatorów lub produktów, które uważane są za chelatory. Warto zauważyć to, w jaki sposób autorzy tego badania widzą efektywność lub jej brak. Cytuję, „Sukces oznaczał, że po przeprowadzeniu testu nastąpił wzrost zawartości określonego metalu w porównaniu z punktem odniesienia dla całej badanej grupy.” – chodzi tu o przebadanie moczu i kału (metody ta określone były w artykule), a o tym w tym poście mówię nie raz i nie dwa. Powtórzę ogólnie – przebadanie moczu (czy też kału) nie jest odpowiednie w celu diagnozy zatrucia metalami ciężkimi lub w celu określenia, ile tych metali w organizmie się znajduje. Bo co z tego, że wyjdzie trochę rtęci z jelita grubego, jeśli większość niej zostanie w mózgu? Co ciekawe, artykuł ten mówi o tym, że przyjmowanie nalewek z kolendrą pokazało zmniejszenie zawartości metali w moczu o 90 do 100%, a to z kolei oznacza, że ludzie, z których rtęć jakoś tam stopniowo wychodziła wcześniej nagle nie wywalają jej w ogóle, tylko wraca ona do komórek! Zostało to podsumowane tymi słowami: „Ten „osmotyczny luz” może okazać się bardzo szkodliwy dla silnie toksycznej osoby z chorobami przewlekłymi, zwłaszcza chorobami neurologicznymi.”

Zauważcie proszę, że w żadnym z tego typu artykułów nie ma słowa o tym, jakie mogą być poważne środki uboczne, które nie mają nic wspólnego z tzw. objawami detoksu. Nie ma też ani słowa o ogólnym poprawie stanu danej osoby (np. poprawa widzenia, pozbycie się trzęsących rąk, zniknięcie zaników pamięci, itp.), a jedynie o wynikach badań moczu i kału, które nie są odpowiednie, jeśli o to chodzi.

A ja przyjmowałam kolendrę i nic mi nie jest!

To tak, jakby powiedzieć, że ja znam osobę, która nałogowo pali papierosy od 16 roku życia, teraz ma 62 i dalej nie ma raka płuc (to akurat prawdziwy przykład z mojego życia). Albo „a ja codziennie biorę ibuprom i jakoś nic mi nie jest!” (wiecie, że istnieją badania mówiące, że leki przeciwbólowe zawierające ibuprofen mogą powodować niepłodność u mężczyzn oraz że powodują zaburzenia w cyklach u kobiet? Zobaczcie ten lub ten artykuł.)

Jak napisałam wcześniej, każdy jest inny. Jedna osoba będzie bardziej wrażliwa na działanie rtęci i będzie miała symptomy od samego początku, łącznie z symptomami neurologicznymi, a inna jakiekolwiek symptomy zauważy dopiero po 10 lub 20 latach. Nie oznacza to, że jakieś wcześniejsze problemy, jak np. trądzik, stany lękowe, depresja czy problemy z nadnerczami nie miały związku właśnie z rtęcią lub innymi metalami. Tego nikt nie sprawdza. Wyobraźcie sobie, że nie mielibyście żadnych bóli głowy, gdyby nie to, że macie w organizmie rtęć. Nie wiecie, jak by było, bo nigdy tego nie doświadczyliście. Dlatego mówienie „ja tak robię i jakoś nic mi nie jest” nie do końca ma tutaj sens.

Sęk w tym, że kolendra może nie być problemem dla tych, którzy są ogólnie zdrowi. Dla tych, którzy mają silny organizm i niską zawartość rtęci w środku. Niestety, jeśli ktoś ma rtęci dużo i/lub jego organizm nie jest wystarczająco silny, to już pierwsze zażycie kolendry może wiązać się z poważnymi problemami, łącznie z objawami neurologicznymi! Jako że nie ma sposobu na to, by dowiedzieć się konkretnie, ile rtęci mamy w organizmie (lub innego metalu), za każdym razem, gdy przyjmujecie jakikolwiek środek chelatujący (łącznie z kolendrą i chlorellą) w jakikolwiek sposób, akceptujecie ryzyko, że możecie sobie ogromnie zaszkodzić.

Chelatacja przez kroplówkę

Absolutnie nie zgadzajcie się na ten sposób, ponieważ wlewając wam w żyły środki chelatujące, pobudza się OGROMNĄ ilość rtęci, która zaczyna krążyć po całym organizmie człowieka i może spowodować ogromne problemy. Podobnie jest z glutationem, który również mobilizuje duże ilości rtęci. Są ludzie, którzy doświadczyli prawdziwego horroru po takich zabiegach, jak np. nagłe problemy z mową, czasowy paraliż lub nawet nagle dostali zaburzenia afektywno dwubiegunowego i wiele więcej. Kroplówka z witaminą C natomiast może tutaj bardzo pomóc, jednak pamiętajcie, że witamina C nie usuwa metali, pomaga ona tylko zwalczyć efekty uboczne w trakcie procesu. Chelatacja przez kroplówkę może być proponowana wam przez lekarzy medycyny lub nawet naturopatów, którzy niestety nie są szkoleni ani w tym procesie, ani w zatruciu metalami ciężkimi wystarczająco, by wiedzieć, że mogą zrobić ludziom krzywdę.

W książce Andrew Cutlera przeczytać można:
“Jeśli lekarz zdiagnozował u ciebie toksyczność metali ciężkich, terapia chelatująca jest uważana za standard leczenia. Zwykle jest to terapia dożylna lub doustna, w dużych, rzadkich dawkach. Większość lekarzy naprawdę nienawidzi chelatowania swoich pacjentów. Nie wiedzą, jak to zrobić właściwie, a pacjenci kończą będąc w gorszym stanie niż wcześniej. Wielu lekarzy podzieliło się historiami z Andym z czasów, gdy byli rezydentami. Opisują obserwowanie, jak ich przełożeni zabijają pacjenta chelatacją. Chociaż podręczniki nie mówią o tego rodzaju wynikach, lekarze rozmawiają ze sobą bardziej szczerze.”

Klikając tutaj przeczytacie historie ludzi, którzy doświadczyli efektów ubocznych i pogorszenia ich stanu po kroplówkach, niektórzy już od razu po pierwszej.

EDTA

Jest to kolejny sposób, który zna coraz więcej osób, a niestety również nie jest ani bezpieczny, ani skuteczny. EDTA kompleksuje rtęć, ten kompleks może później dostać się do mózgu, gdzie rtęć zostaje upuszczona i tam zostaje, powodując szkody. EDTA w stanie „niekompleksowym”, czyli bez rtęci, nie dostaje się do mózgu, by wyciągnąć z niego rtęć. Gdy połączy się z rtęcią to dopiero do mózgu się dostanie, ale wtedy ta rtęć tam zostaje. Tutaj mamy do czynienia z taką samą sytuacją – rtęć zostanie usunięta z, nazwijmy je tak, mniej ważnych tkanek do bardziej wrażliwych, jak np. mózg czy tarczyca. EDTA jest chelatorem odpowiednim do oczyszczania z ołowiu, ale nie powinno się go używać, zanim nie oczyścicie się z rtęci! Niedawno napisała do mnie dziewczyna, która powiedziała, że brała EDTA i zauważyła, że spowodowało to poważne problemy w jej organizmie.

Klikając tutaj przeczytacie kilka historii osób, które doświadczyły efektów ubocznych i pogorszeniach stanu organizmu po użyciu EDTA.

Przeróżne spray’e i inne środki sprzedawane w internecie

Uważajcie na przeróżne środki, np. TRS, których ostatnio coraz więcej. Nie twierdzę, że żadne z nich nie działają, bo nie znam ich, ale wiem na pewno, że dobrze jest kwestionować coś, co ktoś promuje i za każdą kolejną sprzedaż dostaje pieniądze. Ważne, by w przypadku metali ciężkich używać to, co jest przetestowane, przebadane, ma udowodnione działanie i stworzone jest przez kogoś, kto się na tym zna.

Co robić?!

Jedynym do tej pory znanym sposobem, który ma naukowy sens, jest potwierdzony i zbudowany na podstawie chemicznej wiedzy, jest chelatacja z użyciem ALA, czyli alpha lipoic acid (kwas alfa-liponowy) autorstwa chemika Andrew Cutlera. Jego protokół zawiera również użycie DMSA oraz DMPS, ale tutaj skupię się na ALA, a o reszcie poczytać możecie w jego książce. Zauważyć tu warto, że kwas alfa liponowy (ALA) to naturalnie występujący w organizmie człowieka przeciwutleniacz, odgrywający rolę w produkcji energii. Nie jest to więc coś aż tak nienaturalnego, a jedynie coś, co już w organizmie występuje, ale co spożywamy w innej formie.

Kwas ten jest suplementem diety dostępnym bez recepty w aptekach i nie raz też sklepach typu Rossmann, ale prawie nikt oraz prawie żaden lekarz nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest to chelator. Składnik ten czasami dodawany jest nawet do suplementów prenatalnych, co może być ogromnym problemem, bo kobieta w ciąży absolutnie nie powinna przechodzić żadnego oczyszczania z metali! Pamiętajcie więc, by zwracać uwagę na skład jakichkolwiek suplementów, jakie kupujecie, żeby przypadkiem sobie nie zaszkodzić (i przy okazji dziecku w przypadku ciężarnych).

Ja nie jestem chemikiem, dlatego w tym temacie polegam na kimś, kto poświęcił tej dziedzinie całe swoje życie i kto pomógł tysiącom ludzi w dojściu do siebie, w tym w pozbyciu się wszystkich objaw autyzmu. Wejdźcie na tę stronę – http://cutlersuccessstories.weebly.com – by przeczytać historie rodziców używających tego protokołu w celu pomocy swoim dzieciom. Jest wiele przypadków, gdy małe dziecko np. przestało mówić po szczepieniu, a jedynie doba chelatacji ALA sprawiła, że mowa zaczęła wracać lub całkowicie wróciła. Można mówić, że to tylko anegdoty, ale czy te anegdoty to nie AŻ, a nie „tylko”? W końcu jeśli masz problemy z koncentracją albo twoje dziecko problemy z mową i usłyszysz, że są ludzie, którzy sobie z tym poradzili, nie będziesz ciekaw, w jaki sposób?

W książce o protokole Cutlera czytamy: 
„Bądź bardzo ostrożny w kwestii przyjmowania rad od lekarzy, naturopatów i innych. Nie mają oni odpowiedniego doświadczenia lub technicznej edukacji, by tworzyć protokoły. Gdy przepisują komuś leki to polegają na istniejących już protokołach stworzonych wcześniej przez kogoś innego z bardzo inną podstawą niż ta, którą ma lekarz. Byłeś wyszkolony do ufania lekarzom i pielęgniarkom, ale nie ufaj im w tym przypadku! Protokół chelatacji Andrew Cutlera jest jedynym sposobem usuwania metali ciężkich z organizmu w bezpieczny sposób. Wszystkie inne sposoby ciągną za sobą poważne ryzyko. Andy powiedział, że męczyły go już nagłe telefony od osób, które dały się przekonać lekarzom do zrobienia czegoś niebezpiecznego, jak np. dożylne podanie DMPS lub doustne dawki ALA parę razy w ciągu dnia, „by wspierać ich mitochondria”. Zasady co do tego jak używać chelatorów i ostrzeżenia, które tu dajemy, nie są elastyczne.”

Istnieją również artykuły jak ten lub ten, które mówią o tym, że ALA pomaga również pozbyć się nadmiaru żelaza, który również może być bardzo toksyczny (o czym pisałam w tym poście) i dzięki temu pozbyć się można np. (ale nie tylko) Parkinsona.

Zobaczcie historię, którą wzięłam z tej strony.

„Po szczepieniach w wieku 6-9 miesięcy mój syn powoli zaczął się cofać [w rozwoju – dop. red.]. Stracił kilka słów, nie naśladował już dźwięków, często (prawie stale) trzepał / trzepotał rękami, wykazywał pewną wrażliwość sensoryczną i żył jak zombie, nie interesując się zabawkami ani innymi istotami ludzkimi, często izolując się. Nie stosował się już do wskazówek i nie zawsze odpowiadał, gdy ktoś zawołał jego imię. Kiedy skończył 15 miesięcy, mój mąż i ja zdecydowaliśmy się przerwać szczepienia i znaleźliśmy ACC [Andrew Cutler Chelation – dop. red.]. Postawiliśmy go na diecie bezmlecznej, bezglutenowej i nieco ubogiej w tiol, ale z powodu jego ostatniego zastrzyku nie mogliśmy zacząć chelatować, dopóki nie skończył 18 miesięcy. Po miesiącu jego nowej diety wyglądało to tak, jakby mgła zaczynała ustępować. Jego pusty wyraz twarzy zniknął, był nieco bardziej świadomy swojego otoczenia, a wszyscy w mojej rodzinie zauważyli różnicę. Jednak mniej więcej w tym czasie otrzymaliśmy również wyniki jego testu włosów, który „krzyczał Merkury”. W wieku 18 miesięcy nadal uznawano go za umiarkowane / wysokie ryzyko, że miał autyzmu, a jego pediatra zalecił ponowne badanie w wieku 2 lat. Nie zamierzaliśmy czekać tak długo. Pierwszą rundę [chelatacji – przyp. red.] rozpoczęliśmy tydzień po tym, jak skończył 18 miesięcy i po pierwszych 24 godzinach podniósł zabawkę do układania w stos i po raz pierwszy ułożył ją samodzielnie bez pomocy lub zachęty, czego nie mógł zrobić dzień wcześniej. Zaczął bełkotać, jak wtedy, gdy miał kiedyś 5 miesięcy, i znowu zaczął naśladować dźwięki. Chociaż objawy drożdżakowe pojawiały się i znikały, poprawa nadal pojawiała się i utrzymywała. Minął rok, odkąd zaczęliśmy i zrobiliśmy 20 rund z kilkoma przerwami. W wieku 30 miesięcy nasz syn dobrze się rozwija. Mówi setki słów z wielką dykcją i klarownością, odpowiednio bawi się zabawkami, delikatnie całuje, przytula i wchodzi w interakcję ze swoją młodszą siostrą, bawi się i żartuje z dziadkami, ciotkami i wujkami, a także potrafi wykonywać instrukcje wieloetapowe. Śpiewa kilka rymowanek, samodzielnie karmi się łyżką lub widelcem, pije z kubka bez rozlewania, zakłada kapcie. Potrafi siedzieć nieruchomo przez prawie godzinę, czytając wiersze z obrazkami lub wieloma książkami z obrazkami, i robi ogromne postępy w nauce korzystania z nocnika. Dziękuję Bogu za Andy’ego Cutlera !! Mamy nadzieję, że w tym roku podwoimy liczbę rund, mając nadzieję, że uda mu się pozbyć ograniczeń dietetycznych, na dobre pozbyć się objawów drożdżakowych, nadal poprawiać motorykę dużą, motorykę drobną i koordynację oraz kontynuować w pełni potencjał. Dziękuję wszystkim, którzy rozpowszechniają informacje i umożliwiają ACC rodzinom takim jak moja !!!”

Na czym polega chelatacja?

Cząsteczka rtęci ma dwie grupy tiolowe (siarkowe), które są umiejscowione w odpowiednich odległościach od siebie, co sprawia, że mogą się dopasować do jonu rtęci. Rtęć jest szczególnie przyciągana do tiolowej siarki, która znajduje się w każdej komórce ciała człowieka. Gdy w organizmie pojawia się cząsteczka chelatora to przyczepia się ona od razu do jonu rtęci. Wiązanie jest na tyle mocne, że jest w stanie wyrwać rtęć z dowolnego miejsca, w którym się znajduje. Następnie, cząsteczka chelatora ze swoim ładunkiem dostaje się do krwiobiegu i celem jest wydalenie jej z organizmu. Niestety, przyczepność nie jest idealna i po jakimś czasie rtęć spada. To ma miejsce, gdy chelator przekroczył swój okres półtrwania, o którym wspomniałam już wcześniej, i zaczął zanikać. Tutaj mamy do czynienia ze wspomnianą wcześniej redystrybucją, bo gdy rtęć spada to dostaje się i przyczepia się do innego miejsca, w którym znajduje się siarka. Jest to ogromny problem w przypadku wszelkich innych sposobów na oczyszczanie, bo protokół Cutlera jest jedynym, który rozwiązuje ten problem, dzięki dozowaniu chelatorów na podstawie ich okresu półtrwania, który wynosi 3 do 4 godzin. Oznacza to, że gdy chelator, w tym przypadku ALA, traci swoją przyczepność do jonu rtęci (lub innego metalu), to od razu za nim idzie kolejna, świeża dawka chelatora gotowa do zabrania upuszczonej rtęci, co nie ma miejsca w przypadku np. kolendry i rtęć lub inny metal po prostu zostaje tam, gdzie został upuszczony. Poziom chelatora we krwi musi być stały po to, by zapobiec nadmiernej redystrybucji. Dzięki temu rtęć nie lata sobie wolno po organizmie, co może być bardzo szkodliwe, a co dzieje się w przypadku wszystkich innych sposobów na oczyszczanie z rtęci. Ten protokuł usuwa lub maksymalnie minimalizuje ryzyko redystrybucji.

Trzeba tutaj pamiętać, że nie istnieje żaden test, który pokazałby ilość rtęci zawartej we wrażliwych tkankach w ciele człowieka, ani żadnego innego zwierzęcia. Nawet, jeśli zrobicie test moczu i kału i okaże się, że jest tam większa ilość rtęci niż wcześniej, a lekarz będzie bił brawo mówiąc, że wam pomógł, niestety o niczym to nie świadczy. Bo w organizmie dalej macie rtęć, która nie została wyeliminowana i przez redystrybucję dotarła do, na przykład, tkanek układu nerwowego. Lekarz się cieszy, bo patrzy jedynie na wyniki testu, a nie na pacjenta stojącego przed nim, który czuje się znacznie gorzej, niż na początku. To są niestety dość częste przypadki w tej sytuacji. 

Jak dawkować?

Wszystkie informacje na temat dawkowania znajdują się w tej książce. Powtarzam, że niesamowicie ważne jest dokładne przeczytanie całości lub chociaż, szczególnie, rozdziału na temat dawkowania, zanim zacznie się oczyszczanie. Jeśli nie mówicie po angielsku, a chcesz otrzymać te informacje, napiszcie do mnie na againamerica.info@gmail.com lub dołączcie do wspomnianej wcześniej grupy na Facebooku (tam są ludzie, którzy znają się lepiej).

Ile to trwa?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, bo każdy jest inny. Każdy człowiek ma inną ilość rtęci w organizmie i każdy organizm jest w innym stanie, na co mają wpływ takie rzeczy jak dieta, stan stresu, przyjmowane wcześniej leki, używki, itp. Jak napisałam na początku, jeden organizm będzie bardziej wrażliwy, a drugi mniej. Są ludzie, którzy widzą ogromne zmiany, nawet powrót mowy po zaledwie kilku rundach chelatacji ALA. A są ludzie, którzy potrzebują wielu miesięcy, by faktycznie zauważyć zmiany.

Warto też pamiętać o tym, że często po jakimś czasie stan się pogorszy, zanim naprawdę się polepszy. W tym przypadku nazywa się do „dump phase” (dosłowne tłumaczenie: „faza zrzutu”) i jest to okres, podczas którego ludzie zazwyczaj czują się gorzej, niż na początku oczyszczania. Mogą czuć np. ogromne zmęczenie, większe problemy z koncentracją lub napady złości. W tym okresie zmniejsza się dawkę ALA, by sobie nie zaszkodzić i by być w stanie normalnie funkcjonować w czasie trwania tej fazy. Ile ona trwa? To też zależy od człowieka, a bardziej konkretne informacje również znajdują się w wyżej wymienionej książce.

Przeciwwskazania

Przeciwwskazaniami do rozpoczęcia chelatacji przy użyciu ALA będą: ciąża, karmienie piersią i/lub poważna niewydolność nerek i/lub wątroby.
Podczas chelatacji zalecane jest wspieranie nadnerczy, wątroby, nerek, a już szczególnie, jeśli już przed chelatacją występują objawy mówiące o osłabieniu tych organów (np. wysypki, w tym trądzik, wieczne zmęczenie, wahania nastrojów, żółtawe białka oczne, ciemny mocz, itd.)
Może wystąpic nietolerancja chelatorów wspomagających, czyli DMPS oraz DMSA, natomiast te środki NIE są konieczne.

Zagrożenia

W chelatacji przy użyciu protokołu Cutlera piękne jest to, że jeżeli polega się na tym konkretnym protokole i robi się wszystko według planu, to nie ma właściwie żadnych zagrożeń. Jeżeli w pewnym momencie objawy się nasilają to należy zmniejszyć dawkę ALA do czasu, aż organizm będzie w stanie poradzić sobie z wyższą („dump phase”, pisałam o tym również w tym poście). Poważne zagrożenia pojawiają się wtedy, gdy używa się ALA niezgodnie z zaleceniami, czyli np., jak polecają niektóre strony w internecie, przyjmuje się jedną bardzo wysoką dawkę (niektórzy mówią o nawet 600 mg!) rano i kolejną dopiero następnego dnia, tak samo dużą. To jest ogromny błąd na wielu płaszczyznach i może spowodować poważne, bardzo poważne problemy. Nawet przyjmowanie o wiele mniejszej dawki, np. 50 mg, ale bardzo nieregularnie, również może powodować poważne efekty zdrowotne. Dlatego niesamowicie istotne jest to, by konkretnie śledzić protokół i konkretny plan godzinowy, bo tutaj kluczem jest czas półtrwania ALA (3 do 4 godziny), o czym również już pisałam. Drugim kluczem, jeśli można to tak nazwać, jest również wspieranie organizmu suplementami, o których wspomnę poniżej, bo tak rtęć jak i chelatacja mogą namieszać z minerałami.

Jeśli natkniecie się w internecie na artykuł mówiący, że przyjmowanie ALA w celu detoksykacji rtęci jest niebezpieczne to zwróćcie uwagę czy w danym artykule piszą też o czasie półtrwania, o jakich dawkach mówią, o jakim wspieraniu organizmu mówią. Mogę wam zagwarantować, że tego typu rzeczy nie są brane pod uwagę w tych artykułach, chyba że ktoś ma konkretną wiedzę dotyczącą chelatacji.

Suplementy diety w czasie chelatacji 

Jakiś czas temu napisałam post na temat suplementów, do którego serdecznie was zapraszam. Wspomniałam wtedy właśnie o oczyszczaniu z metali i o tym, jak wpływają one na poziom składników odżywczych w naszym organizmie, gospodarki mineralnej, hormonalnej i wielu innych ważnych funkcji organizmu. Nie tylko metale same w sobie mieszają z niektórymi składnikami, ale też chelatory mogą niektóre z nich (magnez, cynk, miedź, itd.) wyciągać niechcący, więc suplementacja jest konieczna w trakcie trwania procesu chelatacji lub chociaż w czasie rund, po zakończeniu jak najbardziej można ją odstawić. Więcej na jej temat znajdziecie we wspomnianym przed chwilą poście oraz w książce Cutlera.

Podsumowanie

Możecie pozbyć się metali ciężkich, w tym tak niebezpiecznej rtęci, ze swojego organizmu. Możecie to zrobić bezpiecznie i efektywnie, możecie poczuć się znacznie lepiej w niedługim czasie po rozpoczęciu oczyszczania, jeśli wiecie, co robisz. Proszę raz jeszcze, nie róbcie niczego na siłę bez pojęcia! Przeczytajcie książkę, a jeśli potrzebujecie więcej pomocy to odezwijcie się do kogoś, kto się na tym zna (na Facebooku znajdują się grupy przeznaczone temu protokołowi). Nie bawcie się z metalami, bo one są naprawdę niebezpieczne. Zwłaszcza rtęć.

Ja przechodzę przez to oczyszczanie już od roku. Jako że ten post stał się dość długi, o moich doświadczeniach opowiem wam innym razem.

Na chwilę obecną się żegnam. Mam nadzieję, że dostaliście tu wartościowe dla was informacje!
Pozdrowienia,
Aga


Jeśli szukasz sposobu na to, jak pomóc swoim dzieciom w zmianie diety, jak wychować dzieci na surowej diecie, jak z nimi rozmawiać, jak rozwiązywać konflikty lub chcesz poprawić swoje kontakty z innymi i wiedzieć, jak z nimi rozmawiać, to zapraszam cię bardzo do zakładki konsultacje, gdzie znajdziesz konkrety dotyczące 4 różnych rodzajów konsultacji, które aktualnie oferuję!

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram